Za nami chyba najpogodniejszy weekend trwających wakacji. Aura wyjątkowo dopisała, a Szczytno przypomniało sobie, że ma zadatki na miasto turystyczne.

Zamiast Dni i Nocy Ruch, zarówno na ulicach, jak i chodnikach był spory. Wiele osób mogło znaleźć w ofercie coś dla siebie. Ludzie wylegli m.in. na plażę, której widok na kilka dni jednak się zmienił (fot.1). Zmiana dotyczyła barierek ograniczających teren przeznaczony dla kąpielowiczów i opalających się. Jak widać, część barierek znikła, a powstałe luki uzupełniono biało-czerwoną taśmą. „Kurek” krótko pomyślał i wydedukował, co mogło być tego przyczyną. Liczba barierek znajdujących się w zasobach miasta jest jednak ograniczona i część była potrzebna na organizowany w sobotę i niedzielę Festiwal Smaków Food Trucków. Impreza przyciągnęła na plac Juranda całkiem sporą rzeszę fanów jedzenia przygotowywanego w kolorowych furgonetkach (fot. 2). Był to swoisty zamiennik odwołanych w tym roku szczycieńskich Dni i Nocy, przeprowadzanych w bardzo podobnym terminie. Zabrakło akcentów klenczonowskich – te mieliśmy w sobotni wieczór na molo, gdzie z repertuarem słynnego muzyka związanego ze Szczytnem wystąpił zespół „Na przekór”.

Zamiast melodyjnych piosenek Krzysztofa Klenczona na placu dominowała chyba zbyt głośna muzyka trochę innego typu, która miała współtworzyć piknikowy charakter przedsięwzięcia. Już za jedyne 9 zł mogliśmy zjeść porcję małych frytek belgijskich, czyli smażonych dwa razy w różnych temperaturach. Złośliwi powiedzą, że w takim razie wszystko na podobnych imprezach jest belgijskie i to do kwadratu czy sześcianu, ale zostawmy na boku te uszczypliwości. O trwającej pandemii przypominały pojemniki do dezynfekcji i długaśny (24 punkty z podpunktami) regulamin, z którym warto było się zapoznać, wkraczając w festiwalową przestrzeń. Pierwszego dnia kostkę na placu wyklejono paskami sugerującymi odległość, w której powinni znaleźć się stojący w kolejkach do poszczególnych stoisk – nazajutrz pasków tych już nie widzieliśmy. Kupujących próbowano przyciągnąć rozmaitymi hasłami i słowami, a jednym z wabików była m.in. postać nieżyjącego od prawie półwiecza aktora i mistrza karate, którego krótkie nazwisko skojarzono z częścią nazwy pewnego objazdowego baru (fot. 3). Przypomnijmy, że foodtrackowy festiwal był częścią Dni i Nocy w roku 2018. Podobnie jak teraz, oprócz dań ciepłych oferowano coś słodkiego i chłodnego. Barwne furgonetki stanęły jednak wówczas na ul. Sienkiewicza (fot. 4). Popatrzmy jeszcze raz na fot. 2. Odejmijmy niewidoczne na zdjęciu: męczącą trochę mieszaninę rozmaitych woni i niesłyszalną w naszym tygodniku przygłośną muzykę. Czy plac Juranda, zapełniony zwłaszcza w sezonie letnim samochodami, nie wyglądałby lepiej właśnie tak? Wprawdzie niewielka część kierowców ponaginała trochę przepisy i minęła tabliczki z zakazami, ale jakoś wszyscy zmotoryzowani gdzieś się pomieścili, a plac przestał wyglądać jak parking.

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.